Przyjemność: Kreta

Niedziela

Modlin, lotnisko, 5 rano. Próbuję złapać jakikolwiek nastrój, zacząć myśleć, niestety paraliż nie mija. Tak jakby mnie nie było. Jestem tylko przepływem wrażeń.

Na Kretę, do Chani, przyjechałam po swobodę. Dlatego jest to samotna podróż, jestem tu ja i tylko ja. Chcę znaleźć specyficznie przeze mnie rozumianą wolność, a najpierw w pełni uświadomić sobie swoje ograniczenia. Chcę tę wolność wywieść ze swojego zniewolenia. Czytaj dalej

Przecież

A może ja się tu nad sobą użalam? Stan pochemiczny można przecież porównać do „kaca mordercy”, ze wszystkimi efektami specjalnymi i z wymiotowaniem włącznie. Niektórzy mają to nawet częściej niż ja, bo co każdy weekend. Co prawda kac trwa tylko jeden dzień przed trzydziestką (i minimum dwa dni po trzydziestce), ale jak się dobrze zabaluje można na dochodzenie do siebie spędzić nawet i pół tygodnia. Co tydzień. Czytaj dalej

Cisza

Siedzą na krzesłach w ciszy, z własnymi myślami, pogrążeni w strachu przed tym, co zaraz usłyszą i w lęku przed tym, czego nikt im nigdy nie powie. Poddani, pokorni, przepełnieni narzuconą sobie cierpliwością. Anielską wprost. Nad nimi pracowicie fruwają pomocnicy – elegancka, wygarsonkowana córka, która musiała wziąć wolne, ale telefon i tak nie daje jej spokoju Czytaj dalej