Bez tytułu

Obawiałam się, że już nie napiszę tego ani żadnego innego tekstu. Ale piszę, literka po literce.

W momencie publikacji ostatniego tekst na blogu – dziennik z Krety – nie byłam w pełni szczera. Sytuacja bardzo się zmieniła wobec tego, co działo się na Krecie, to co było wczoraj, przestało być aktualne dzisiaj. Wszystko przyśpieszyło. Przede mną decyzja, jak długo chcę by to jeszcze trwało. Lekarze mówią o paru miesiącach. Parę dni temu byłam pewna, że nie chcę by trwało to choćby minutę dłużej. Powodem był i jest ból. Od wczoraj po raz pierwszy w miarę opanowany, ale znalezienie odpowiednich rozwiązań niestety trwało. I to z pewnością nie koniec poszukiwań.

Jeszcze pod koniec kwietnia myślałam, że jeśli nic się nie zmieni, nie chcę dożyć zimy. Teraz zakładam ostrożnie, że chcę najwyżej dożyć dnia swoich urodzin, które mam 25 maja (i oczywiście imprezy dzień później z tej okazji). Dalej nie wybiegam. A i to tylko przy założeniu, że będzie to życie, w którym ból nie jest daniem głównym.

Ból jak słońce odcina od myślenia. Permanentny i silny oddziela od wszystkiego, od świata, od własnego umysłu. Jest się tylko bólem.

Myśl o śmierci staje się ulgą. To pocieszające, że po śmierci już nic gorszego mnie nie spotka. I chciałabym mieć fizyczną siłę, by się do tego przygotować – by podejść do tego nawet prozaicznie: uporządkować papiery, spisać listę instytucji, którym trzeba wysłać akt zgonu, podzielić między ważnych ludzi ważne dla mnie książki, zadbać o najbliższą przyszłość o Marca, który przeprowadził się do Polski raptem pięć miesięcy temu.

Leżę na hamaku w ogrodzie na wsi, przy domu moich rodziców. I dobrze, że jest ciepło, że jest słońce, zieleń, pachną kwiaty, ciszę urozmaicają ptaki i owady, a wieczorami rechot żab – dużo łatwiej umiera się wiosną. Daje to paradoksalnie na tyle siłę, że nawet gdy już myślę, że wystarczy bym przestała oddychać i będzie po wszystkim, pojawia się zabawna dla mnie samej myśl – weź, rusz się, zapal, jeszcze jeden papieros. I palę, i wciąż żyję.

Jestem ze wszystkim pogodzona, nie ma we mnie buntu. Ból znosi i tego rodzaju myśli i odczucia. Zresztą przygotowywałam się do tego od ponad dwóch lat. I jestem gotowa.

Żal mi może tylko projektów z ostatnich miesięcy, których już raczej nie dokończę: niewydanej książki, nienakręconego filmu, niestworzonej fundacji. Negocjacje z chorobą i z czasem nigdy nie wychodzą, nie wolno nam z niczym zwlekać, a jednak rozumiem doskonale, że w naszym „projektowym świecie” nic nie może powstać z dnia na dzień, sami wszystko spowalniamy, mamy też za dużo projektów, zbyt wiele rzeczy nie zdąża na czas trwania samego życia. I inaczej nie będzie.

Poza tym wiadomo – najważniejsi są ludzie, i to jest dla mnie największe wyzwanie. Oni zostaną gdy już mnie nie będzie. Chciałabym im, Wam, pomóc, ale nie wiem zupełnie w jaki sposób. Niech teraz pocieszeniem będzie tylko to, że się nie boję. Poza tym wciąż mamy czas na pożegnania. To przywilej, którego nie ma zbyt wielu.

32148297_10214270466628740_8190833277234315264_n

5 uwag do wpisu “Bez tytułu

  1. Ktoś bliski mi kiedyś powiedział, że umieranie nic nie zmienia tylko pokazuje człowieka jakim jest naprawdę – myślę, że nie ma monopolu na tą odpowiedź ale jest coś bardzo prawdziwego w tych słowach.

    Polubienie

  2. To nie możliwe -dlaczego? Jesteś tak mądra aż strach myśleć . Uwielbiam twoje teksty . Walcz jak długo się da i pisz . Jesteśmy tu po drugiej stronie z tobą Renata

    Polubienie

  3. Aneto, czytam i szczerze podziwiam to, jak żyjesz. Bo naprawdę żyjesz. Piszesz, fotografujesz, podróżujesz, poznajesz, kochasz. Nawet jak cierpisz, tak bardzo świadomie żyjesz. Czytam w zawstydzeniu, mam więcej zdrowia (i przypuszczalnie też więcej czasu niż Ty), ale moje życie w porównaniu z Twoim to jakiś półsen i półgwizdek.

    Niech moc będzie z Tobą!

    Polubienie

  4. Aneta zaglądam tu co jakiś czas i chce powiedziec ze jestem z tobą i że jest mi smutno… Czytając zapiski z Krety przypomniało mi się jak siedziałyśmy w Krakowie w maju na jakimś obiedzie (rest day:) opowiadalam ci o moim teraz obecnym mężu, a wtedy ledwo początku znajomości. Taki flesz z majówki w dolinie Bedkowskiej. Trzymaj się twarda kobieto!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s