Kręgosłup

I.

Widzisz go z daleka jako zapowiedź

Posłaniec już zmierza, już czekasz

Jeszcze nie słyszysz

Choć nie wiesz czym jest

Wiesz, że jest tym właśnie.

Czy to Bóg uczynił cię grzesznym?

Zdemoralizował człowieka

By go uświęcić przez ołtarz?

Tak, byłeś na ołtarzu

Kociaku i ssałeś boży palec.

A może myślisz, że ty sam byłeś Bogiem? Byłeś.

Kim jest Bóg, gdy nim być przestaje?

Otóż czymkolwiek, ze świata,

Biedronką lub ciastkiem.

Świętym? Nie, śmieszny idioto,

Pozostaje tylko zdemineralizowane szkliwo.

 

II.

Czerwona gładka pachnąca

Proszkiem

I twoje dłonie

Czerwone gładkie pachnące

Winem

Zawiązujesz ją lekko

Tak żebym nic nie widziała

Drżenie kąsa mój

Kręgosłup

Drżenie kąsa moje

Piersi

Oczy mam zamknięte

Żeby nie widzieć czerwieni chustki

Drżenie kąsa moje

Biodra

Drżenie kąsa moje

Usta

I wreszcie nie drżę

Czerwona gładka pachnąca

Ziemią.

 

III.

Na gałęziach niebieskie ptaki

Szpaki zjadają wiśnie

Ciemny sok cieknie po ich dziobach

Nie lubiłeś soku z wiśni

Na szczęście ja też

Pamiętasz jak bardzo wstydziłam się ciebie?

Teraz już nie wstydzę się niczego

Dzięki tobie

I jak po każdej katastrofie świat powoli się zaludni

Choć ludzi jeszcze nie ma

Jest już wiele ludzkich napięć

To jest ostatni moment, by zdobyć odporność

Na rozpuszczalność w człowieku.

Patrz, stłuczony kieliszek, tak, to dla ciebie

I dla nich, tej pary zasnutej słońcem,

Bawiącej się ołowianą kuleczką

Oni jeszcze nie wiedzą: strzeż się szkła!

A ty co mierzysz i ważysz na ile cię starczy

Porzuć nadzieję

I tak starczy cię tylko do wieczora

Wszystko to wróżby starego

Kairosa, który wyłysiał.

 

IV.

Z czułości jednych dłoni w czułość kolejnych

Tak, człowiek to z pewnością rzecz przechodnia.

Jak oczy mogą widzieć, gdy są zakryte czułymi palcami?

I czy te dłonie są chociaż czyste?

Wiesz co? Widziałam dziś lisa

Wczoraj łasicę i jeża!

Widziałam, czy tylko zmyślam,

Żeby cię przykuć

Jakąś naturą.

I gdy imię moje cały świat odmienia

Na wszelkie sposoby

A tylko tobie przyznałam do niego prawo

Czy mam teraz pozwać świat

Czy pozbyć się imienia?

Jeźdźcy na motocyklach ze śmiercią

Pod pustymi powiekami

Oni przyniosą mi wiadomość

O rezurekcji w kurzu ulicy.

 

V.

To by się nigdy nie wydarzyło

Gdyby się nie wydarzyło

To co się wydarzyło

Trala lala lala

I dlatego postanowiłam:

Nie będę pluła pod twoje stopy!

Użyję spluwaczki.

Taka historia: jeden dentysta we wsi wyrwał jeden ząb

Za jeden złoty w jedną godzinę

Taki obrzęd i taki grzech

Inicjacja na szczerbatego.

A w lustrze?

Żorżeta, kapelusze, lufki i mitenki

Na sinych stopach buty z wężowej skórki

To ja, tylko że wczoraj

Dziś siedzę naga na skraju łóżka

I zastanawiam się czy skoczyć.

Idę, dobra?

Proszę pana! Proszę pana!

Niech pan zaczeka, mam jedno pytanie!

Czy mogę pana wziąć pod rękę?

Na chwilkę tylko, na dwa kroki, o tak

Ach dziękuję, ach jak miło

Do widzenia!

 

VI.

Miasto dla nas przezroczyste

Dla nas martwe

Dwoje myślących zwierząt nad brzegiem

Rzeki

Jedynych

Tak, to nasze odbicia

Jesteśmy tylko tym i tylko tam

Miasto pełne przesądów

I kamieni, pamiętasz?

Pierogi były przynajmniej smaczne

Z jagodami

Miasto bez zapachu

Tylko dreszcz przez kręgosłup ulic

Nabokov by się zaśmiał

A ja się uśmiechnę

I zanucę pieśń o jego motylach

Których też już nie ma

Pozostały tylko szpilki z resztką pyłu ze skrzydeł.

Oddalam się po cichu

W twoim stylu – stopa za stopą

Zakręcając kosmyk włosów na wskazujący palec

Ten palec ten palec ten palec

Odeszłam wcześniej niż ty

Takie mam wrażenie

I wzór matematyczny kredą na tablicy

Świadczy o tym niezbicie

Ale nie ufam wzorom

To nie to samo co kwiaty

I ich układ w kosmosie.

A zanim mi to wszystko powiesz pamiętaj, że

Ich sen jest jeden, długi i przeciągły

Jak ręka, co spada z krawędzi łóżka

Ja mam snów wiele, a każdy się kończy krzykiem

Ale to przez chwilę.

Jest tak wiele śmierci

I kiedy wiatr wieje, gęsty od mary

A krople deszczu biją o parapet

Oni śnią swój sen o rozkoszy, niemocy

O panterach w klatce

Gdy sen im twarz wykrzywia, gdy głos faluje w krtani

Ja umieram i świat stwarzam na truchle.

Każdego sen już przeżyłam, więc nie mów mi kochany

Że nie rozumiem

Tu nie trzeba rozumieć wcale, wystarczy choć raz się obudzić.

Przyjdziesz dziś na obiad?

 

VII.

Jego, jej, jego, jej – czy to konieczne, rozważne?

Kolejka do łazienki, a wcześniej komary

Pogryzły mi wnętrze ud, a ją użarły w kostki.

Podano do stołu! Te uda i te kostki – co wybierasz?

Dziewice, puszczalskie, zrównoważone

I niewyruchane. I ja.

Zadarta sukienka odsłania sens tej spowiedzi

I dlaczego trzeba albo nie powinnam,

Jak rozegrać tę grę?

Dotknij mnie a spłonę. Bzdura!

Tylko cię wykorzystam,

A potem pójdę na Coca-Colę Zero.

Pocałunki – słyszałam, że wystarczy sześć zwiędłych usteczek

By uznać, że mogę pocałować każdego, ergo

Całowałam się ze wszystkimi – całowałam się z papieżem

Tylko czy on to doceni?

Kobiety to wariatki, mężczyźni do skurwiele

Albo na odwrót.

Telefon! Przepraszam, muszę już iść.

Usta, usta, język.

A może zaufać snom?

W końcu tak często patrzę i myślę:

Czy mogłabym się z nim przespać?

Całusy stąd do tamtąd

Przesyłam w poduszce

Tak, możesz się nią udusić.

 

VIII.

Pytanie o przyczynę katastrofy

Pojawia się zawsze. Wyjaśnienie

Będzie długi i zawiłe,

Żeby w przyszłości nie pojawiła się znowu.

Niniejszym powołuję zespół do jej zbadania,

Z much i karaluchów.

Pierwsze będą w stanie znaleźć przyczyny

Drugie będą w stanie je znieść.

Miejsce katastrofy jest zabezpieczone czerwoną taśmą

Przepełnione czasem

Nabrzmiałe dniami, miesiącami i latami

Nie ma obaw, nic nie zostanie wykradzione.

Zespół już się zbiera do pracy, zarządzono ewakuację

Miejscowych nadziei.

 

IX.

Nieznajomy. Człowiek, który się uparł.

Bez muszki i bez krawata

Zatańczyłam z nim, żeby mógł poczuć mój

Kształt i zapach. Poczuł i nie zawahał się ich użyć

Nie mam nic przeciwko,

Jego kształty pasowały do mnie uroczyście.

Lśnił.

Każda miłość jest z przypadku,

Jak kulka z maszyny. Zielona? Niech będzie.

Miłość z automatu. Kolorowa.

A jakiej muzyki słuchasz, kolego? Ach, nie znam.

A masz ulubionego malarza? Tak, też go lubię

Za światło za drzewami i za to, że się nie jąkał.

Mam jednak inną ulubioną malarkę

Tylko ona potrafi tak namalować

Czarnym i niebieskim

To co jest nie do zniesienia.

 

X.

Świt wdzierał się do kubka z kawą

Jak zawsze z przemocą

To jest ten moment, w którym

Banały nabierają realności bólu

I wcielają się.

Noc jest łagodna jak przyćmione światło

Gwiazd w mieście, jest pełna ciebie

Jak moje usta, ma twój zapach, świt ma mój oddech

I dlatego, żeby się nie budzić

Nie zasypiam.

W nocy mapy naszych twarzy są rozmyte

Gubię się i nie chcę odnaleźć,

Brzask obnażył już zdrapany lakier na moim

Paznokciu.

Trzeba uważać, bo gdy ja się poruszę

Dzień także nadbiega i gryzie

Trzeba być ostrożnym, najlepiej

Usiąść gdzieś za szafą i przeczekać

Aż odejdzie, i go nie drażnić.

Wiem, że już tylko on pozostanie, tylko

Świt zobaczy moją pierwszą zmarszczkę

Na czole, gdy oko ludzkie

Twoje

Zapomni nawet, że byłam żywym

Kawałkiem mięsa.

 

XI.

Zdradzałam cię wielokrotnie

Nie tylko myślą i spojrzeniem w niebo

Inną od twojej temperaturą ciała

Nie tylko spacerem wzdłuż rzeki

Nie tylko poruszeniem, gdy usłyszałam słowo

Gdy uwiódł mnie obraz i jego rama

Nie tylko w snach z nieznajomymi

I z twoimi znajomymi

Nie tylko w samotności i gdy jadłam jabłko

Nie tylko wilgotnym oddechem, zmienionym zapachem

Zdradzałam cię częściej niż z tobą byłam

Każdym łakomstwem, spuszczeniem wzroku

Papierosem, zabawą kosmykiem włosów

I kostkami lodu

A ty bałeś się tylko jednej zdrady

Nie wiedziałeś, że są ich tysiące

Ta, której się obawiałeś

Jest najmniej groźna.

 

XII.

A każde ze słów to śmierć jednego świata

Który pęka od nadmiaru znaczeń

I wartości zaklętych w błękitnych dyskursach

Jak to wszystko odplątać

Gdy i nić i kłębek spłonęły

A ja wciąż wygaszam świat w oparach dymu

Poparzona słowami.

 

Jedna uwaga do wpisu “Kręgosłup

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s